środa, 16 lutego 2011

Dwie prowincje: ta dobra i ta gorsza

Pojęcie "prowincja" ma dwa znaczenia. Popularniejesze jest to pejoratywne, w którym prowincja jest zacofaniem, czymś "dalego od szosy", z dala od nowoczesności i aktualności, gdzie nic wartościowego się nie dzieje. Na taką prowincję polityków przywożą w teczce (bo miejscowi to cieniasy), z takiej prowincji co zdolniejsi i modsi chcą się wyrwać i pojechać w szeroki świat. Zostają tylko starzy i nieudaczni. Taka prowincja niczego wartościowego nie tworzy, świeci światłem odbitym, jest wypaczonym i zapóźnionym obrazem tego, co gdzie indziej powstało. W tym rozumieniu "prowincja" to nie miejsce, ale sposób myślenia.

Ale jest i prowincja jako miejsce, gdzieś na uboczu, z dala od tłoku i zgiełku miasta. W tym znaczeniu prowincjonalny znaczy lokalny. A w lokalnych miejscach także mogą być ludzie twórczy, wolni w swoich wyborach i poszukiwaniach, tworzący z wewnętrznego impulsu a nie z nieudacznego naśladowania "stolicy". To jest właśnie ta lapsza prowincja, tworząca, kreatywna, poszukująca, świecąca własnym, oryginalnym światłem.

W nawiązaniu do spotkania z decoupage (filmik niżej) rodzi się refleksja: dlaczego nie ma w Olsztynie jak i okolicznych miasteczkach galerii-kawiarni z wytworami lokalnego rękodzieła. Rękodzieła rozumianego jako aktywność współczenych ludzi a nie cepeliowskiej pseudoludowości. Galerii, gdzie można kupić autentyczne pamiątki związane z regionem a nie produkcje przemysłową z Chin... Czy powstaną takie galerie w naszym regionie? Collegium Copernicanum aktywnie będzie takim inicjatywom kobicować.



Stanisław Czachorowski

1 komentarz:

  1. odgłosy: http://www.olsztyn24.com/news/12271-dwie-prowincje-ta-dobra-i-ta-gorsza.html
    http://www.radiownet.pl/radio/wpis/12908/

    OdpowiedzUsuń