wtorek, 12 marca 2013

O kawiarni naukowej i o uniwersyteckiej i społecznej przestrzeni do prawdziwej dyskusji


Czy w bajce o nowych szatach króla winien jest król, który stworzył dworskie środowisko oportunistycznych i pokornych klakierów, czy ów dwór ludzi nastawionych na zysk indywidualny czy też dziecko, co na ulicy wykrzyknęło „król jest nagi”? Koszty ośmieszenia ponieśli wszyscy (pomijając pieniądze wurzucone w błoto). Uczmy się na błędach przeszłości nawet jeśli ubrana jest ona w aforyzmy, przysłowia czy stylistykę bajki.

Czego zabrakło? Chyba dobrej przestrzeni publicznej do autentycznej dyskusji. Według Jürgena Habermasa sfera publiczna jest przestrzenią do racjonalnej rozmowy, której celem jest porozumienie między osobami biorącymi w niej udział. Osobami a nie przedmiotami.

Jeśli jednak tę przestrzeń publiczną wypełniają bzdety i klakierskie potakiwania, to o porozumieniu nie może być mowy. Chyba, że w warstwie języka ciała – jestem ci podporządkowany i będę przytakiwał we wszystkim (licząc na nagrode i profity). Jeśli zamiast poznawania i analizy pojawia się nic nie znacząca papka popkulturowa i jałowa nowomowa (dużo gadać o niczym, w strefie angielskojęzycznej określa się to słowem bullshit), to czy można spodziewać się, że czegoś się o świecie i o sobie dowiemy i na tej podstawie podejmiemy racjonalne decyzje? A czy na tej niby-wiedzy-niewiedzy da się zbudować coś sensownego? Podjąć racjonalne i skuteczne decyzje i zrealizować jakiekolwiek dobre inwestycje? Oportunistyczni klakierzy wyprowadzają gołego monarchę na ulicę i dopiero dziecko w swej „naiwności” nazwie rzeczy po imieniu. Zabrakło głosu, wołającego na puszczy czy też może został zakrzyczany fałszywymi pochlebstwami?

Tworzenie dobrej przestrzeni do dyskusji w przestrzeni publicznej leży więc w interesie społeczeństwa, jeśli chce uniknąć „zimnych term” czy temu podobnych inwestycji, ośmieszających przede wszystkim samą władzę dowolnego szczebla jak i całe społeczenstwo (grupę ludzi na siebie skazanych). Tak więc nie tylko chodzi o „nie kneblowanie” ale chodzi o tworzenie dobrych rozwiązać dla przestrzeni publicznej, w której odbywać się będzie rzeczywista komunikacja (a nie toksyczne klakierskie przytakiwanie).

Każdy system może się zdegenerować ze względu na brak przestrzeni do komunikacji społecznej. Znamiennym i świerzym przykładem jest upadek socjalizmu w demoludach. Upadek „komuny” w dużym stopniu wynikał z faktu, iż system ten dał przede wszystkim awans klakierom bez zasad i kręgosłupa:
 „(…) system społeczny tak jawnie i bez żenady dawał okazję wybicia się ludziom gotowym w każdej chwili opowiedzieć się za czymkolwiek, co tylko może przynieść im jakąś korzyść; ludziom bez zasad i kręgosłupa, w dążeniu do władzy i zysków osobistych gotowym na wszystko; ludziom o duszach lokajskich, skorym zawsze płaszczyć się, ale też w każdej chwili poświęcić swoich bliźnich i własną cześć, byle tylko przypodobać się możnym tego świata. W takich okolicznościach nie jest przypadkiem, że tyle funkcji w życiu publicznym i w aparacie władzy właśnie dzisiaj sprawują znani karierowicze, oportuniści, hochsztaplerzy i osobnicy o nieczystym sumieniu.” (Vaclav Havel).


Kawiarnia naukowa nie zastąpi ani dyskusji akademickiej, ani wewnątrz uniwersyteckiej ani społecznej-regionalnej. Może być jedynie małym uzupełnieniem i wkładem środowiska akademickiego w poprawę komunikacji własnego środowiska lokalnego, w tym przypadku Olsztyna i okolic.

Tworzenie przestrzeni publicznej (sfery publicznej) do owocnej i komunikatywnej dyskusji to ważny plan strategiczny zarówno w przypadku instytucji jak i całej społeczności lokalnej. Oby były krzesła, oby nie były puste i oby nie zabrakło ludzi odważnych do zabierania głosu i podejmowania trudnych czy nawet ryzykownych tematów.

Stanisław Czachorowski

3 komentarze:

  1. Przestrzeń publiczna jest - tyle że niesamowicie ograniczona.
    Drażni gdy ograniczają ją politycy. Wnerwia gdy dziennikarze - ale przeraża gdy uczeni...

    OdpowiedzUsuń
  2. Sami sobie ograniczamy, w naszych głowach. Nie zależy to od zawodu dziennikarskiego czy naukowego. Wolimy anonimowo na forum internetowym niż pod własnym nazwiskiem, prosto w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo strach - bo ktoś stosuje cenzurę za pośrednictwem pozwów sądowych (powszechnie znane gazety i ludzie).
    Bo obawa - ktoś naśle skarbówkę, ktoś inny straż miejską - jak nie masz nic to bać się nie musisz, ale jak nic nie masz to i na niczym ci nie zależy - wiec po co zabierać głos w dyskusji publicznej?
    Bo lęk - znamy nagonkę "piłatyzmu" z Mistrza i Małgorzaty - teraz robi się nagonki pt' "antysemita", "skrajna prawica", "kibol" ...
    Bo wreszcie - brak jest miejsca innego niż internet w którym można by pogadać - uczelnie nie udostępniają auli, miasta zamykają swoje lokale - jeden pogląd, jeden wódz...

    OdpowiedzUsuń