czwartek, 10 czerwca 2010

Odzyskiwanie przestrzeni publicznej czyli rzecz o ochronie dziedzictwa niematerialnego

Kortowo to unikalny kampus uniwersytecki z dużą ilością czystych trawników, parkiem, jeziorem i lasem pod bokiem. Tak dogodne warunki przestrzeni publicznej tylko jeden raz w roku częściowo są wykorzystane – w czasie Kortowiady. Ale bardziej widoczna jest hałaśliwa, głośna młodzież – nierzadko licealna i gimnazjalna – czy ostentacyjne picie piwa. Nie mam nic przeciw juwenaliom i Kortowiadzie z koncertami na wolnym powietrzu. Ale to trochę mało jak na miasteczko uniwersyteckie. Trudno zobaczyć w Kortowie widoki z nowojorskiego Central Parku – z ludźmi czytającymi książki, grającymi w szachy, pracującymi na swoich laptopach. Trudno spotkać profesorów dyskutujących ze studentami na trawniku, na murku czy ławce. O kortowskim Hyde Parku to nawet nie ma co marzyć. Brak własnych poglądów czy odwagi na ich wyrażanie?

Bo w Olsztynie brak otwartej, przyjaznej i niekomercyjnej (a więc taniej) przestrzeni publicznej. Jest na Starówce wiele kawiarni, pubów, letnich ogródków z parasolem…. ale wszędzie ceny są komercyjne i nie dla ucznia czy studenta. Nic więc dziwnego, że Kortowiada to swoista manifestacja, kiedy to jeden raz w roku można pić piwo w publicznym miejscu, można wyjść na ulice i mniej lub bardziej nieudolnie być razem z innymi. Miasto-ogród, ale parków jak na lekarstwo refundowane w NFZ.

Kiedyś wiosenna pogoda z wczesną zielenią obfitowała w majówki - finansowo niskonakładowe przedsięwzięcia społeczno-kulturalne. Sprzyjają temu święta majowe, miła pogoda pachnąca pierwszymi kwiatami i młodzieńcza chęć do zabawy. A Polacy od wielu lat siedzą zamknięci w domach, przed telewizorami, nie mając odwagi niebanalnie korzystać z przestrzeni publicznej. Olsztyn nie ma przyjaznej i otwartej na przyjezdnych przestrzeni publicznej. Przestrzeni, gdzie można posiedzieć na murku i pomachać nogami. Jeśli gdzieś przy stoliku siądziesz to musisz kupować i płacić! Pozostaje picie w krzakach lub urządzanie domówek (dawniej prywatkami zwanymi).

Na uniwersytet „w mieście” patrzą z nadzieją i oczekiwaniem. Olsztyn chce być miastem-ogrodem, ale praktycznie nie ma przyjaznej przestrzeni publicznej. Miasto uniwersyteckie staje się jednym wielkim parkingiem przy alfo-biedronkowych sklepach wielkopowierzchniowych.
Odzyskajmy przestrzeń publiczną, poczynając od Kortowa, a docierając w okresie wakacyjnym do różnych „prowincjonalnych” zakątków naszego regionu. Pokażmy sobie, że możliwe są plenery nie tylko malarskie ale i naukowe. Pokażmy – także i sobie – że nie jesteśmy ogłupiali, że na trawniku w przestrzeni publicznej może dziać się więcej niż „odcedzania” pieska.
„Olsztyn kocham, moją małą Amerykę”… ale gdzie ta wolność, otwartość i optymizm do budowania nowych wspaniałych światów?

W naszej „kawiarence” chcemy się skupiać wokół problemów a nie wokół instytucji - dlatego nasz klub jest ciągle nieformalny. Brak administracyjnego sformalizowani ułatwia wejścia (dołączanie innych ludzi i inicjatyw) oraz gwarantuje niskie koszty funkcjonowania.
Spotkania w kawiarni nie umniejszają naszej akademickiej godności. Nie szata zdobi człowieka, a człowiek szatę. Nie wnętrze i zewnętrzna celebra dodaje godności uczonemu a myśli i dyskusje, które generuje. Podstawowym warsztatem pracy jest głowa (i umysł), a tę naukowiec ma zawsze ze sobą. Togi i fanfar nam nie są potrzebne, przynajmniej w tym miejscu…

Nie jesteśmy zakompleksionymi prowincjuszami. Collegium Copernicanum nie jest towarzystwem wzajemnej adoracji. Kameralne spotkania z nauka i naukowcami to otwarte i życzliwe spotkania z różnymi gośćmy. Liczymy, że w miarę ugruntowania się tej tradycji, obecności uczonych dyskusji w miejskiej agorze, będziemy gościli umysły i indywidualności „z górnej półki”, także i gości zagranicznych. W przyszłości chcielibyśmy na nasze kameralne spotkania zapraszać gości z kraju i ze świata. Z braku funduszy nie stać nas na zapraszanie (z pokryciem kosztów podróży i zakwaterowania). Ale chcemy korzystać z okazji pobytu takich osób w Olsztynie. Potrzeba nam tylko przyjaznej przestrzeni publicznej.
Stanisław Czachorowski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz